Audyt SEO sklepu to przejście przez wszystkie miejsca, w których sklep może tracić widoczność w Google, i wypisanie ich po kolei z oceną, co naprawić najpierw. Brzmi jak audyt zwykłej strony i po części tak jest. Różnica polega na skali i na kilku elementach, których strona usługowa w ogóle nie ma.
Strona hydraulika to kilkanaście podstron. Sklep to kilkaset, kilka tysięcy, czasem kilkadziesiąt tysięcy adresów. Jeden błąd w szablonie kategorii albo produktu nie dotyczy jednej podstrony, tylko mnoży się przez wszystkie naraz. Dlatego audyt sklepu patrzy inaczej i trwa dłużej. Poniżej rozkładam, co konkretnie sprawdza, jak się do niego przygotować i kiedy nie jest pierwszą rzeczą do zrobienia.
Czym audyt sklepu różni się od audytu zwykłej strony
Trzy rzeczy.
Pierwsza to skala, o której już wspomniałem. Przy stronie usługowej możesz kliknąć każdą podstronę ręcznie. Przy sklepie potrzebujesz narzędzia, które przejdzie cały serwis za Ciebie, bo inaczej nie zobaczysz, co się dzieje w tysiącu adresów produktów.
Druga to kategorie. Na stronie usługowej najważniejsza jest strona główna i podstrony ofertowe. W sklepie najważniejsze są strony kategorii, bo to one rankują na frazy, które wpisują ludzie gotowi kupić. Ktoś szuka „buty trekkingowe męskie”, nie nazwy konkretnego modelu, którego jeszcze nie zna. Strona kategorii to jest Twoja witryna sklepowa w Google.
Trzecia to elementy, których strona usługowa nie ma w ogóle. Filtry. Warianty produktu w różnych rozmiarach i kolorach. Produkty niedostępne i wycofane. Paginacja, czyli dzielenie długiej listy produktów na strony. Dane o produkcie w kodzie, które pozwalają Google pokazać cenę i dostępność w wynikach. Każdy z tych elementów to osobne źródło problemów i osobny punkt audytu.
Co audyt SEO sklepu sprawdza
Strukturę kategorii
Czy kategorie odpowiadają temu, jak ludzie szukają. To się sprawdza przez analizę fraz, nie przez intuicję właściciela. Czasem okazuje się, że masz jedną szeroką kategorię tam, gdzie klienci szukają trzech węższych, i tracisz ruch, bo nie masz strony dopasowanej do tego, co wpisują.
Druga rzecz to głębokość. Czy do ważnej kategorii da się dojść w dwa, trzy kliknięcia od strony głównej, czy jest schowana pięć poziomów w dół, gdzie ani klient, ani robot Google jej nie znajdzie.
Trzecia to opisy kategorii. Czy w ogóle są i czy każda ma własny, czy ten sam akapit jest skopiowany na dwadzieścia kategorii z podmienioną jedną nazwą.
Opisy produktów
Najczęstszy problem to opisy wzięte od producenta albo z hurtowni. Ten sam tekst masz Ty i trzydzieści innych sklepów. Google za to wprost nie karze, ale też nie ma powodu pokazywać akurat Ciebie, skoro trzydzieści innych stron mówi dokładnie to samo.
Do tego cienkie treści. Produkt, który ma jedno zdanie opisu i tabelkę parametrów. Dla wyszukiwarki to prawie pusta strona.
Nie znaczy to, że musisz napisać unikalny esej do każdego z pięciu tysięcy produktów. Audyt pomaga ustalić, które produkty mają realny potencjał sprzedażowy i zasługują na własny opis w pierwszej kolejności, a które mogą poczekać.
Filtry i nawigację fasetową
To jest miejsce, w którym sklepy tracą najwięcej i najczęściej.
Działa to tak. Klient wchodzi w kategorię i zaznacza filtr koloru, potem rozmiaru, potem zakresu ceny, potem zmienia sortowanie. Każde takie kliknięcie tworzy nowy adres z parametrami w URL. Kombinacji filtrów są setki, więc adresów też. Sklep z kilkuset produktami potrafi wygenerować kilkanaście tysięcy takich stron, a każda z nich to prawie ta sama lista produktów w trochę innej kolejności.
Google to wszystko próbuje odwiedzić. Traci czas na tysiące bezużytecznych adresów z filtrów zamiast zaglądać do nowych produktów i kategorii. Do tego robi Ci się bałagan w indeksie, bo w wynikach ląduje sto wersji tej samej kategorii.
Miałem klienta, u którego dokładnie to się stało. Sklep działał kilka lat, a jak spojrzeliśmy, co Google faktycznie ma w indeksie, okazało się, że ogromna część to były właśnie śmieciowe adresy z filtrów i sortowania. Realne strony produktów i kategorii ginęły w tym szumie, a nowe produkty wchodziły do wyszukiwarki wolno, bo robot marnował większość czasu gdzie indziej. Nikt tego wcześniej nie ustawił, bo sklep po prostu ruszył z domyślną konfiguracją platformy i nikt do tego nie wracał.
Google opisuje, jak sobie z tym radzić, w osobnej dokumentacji o zarządzaniu adresami z nawigacji fasetowej. W skrócie masz dwie drogi. Jeśli nie chcesz, żeby strony z filtrów w ogóle trafiały do wyszukiwarki, blokujesz ich odwiedzanie. Jeśli któreś kombinacje mają wartość, bo ludzie faktycznie szukają „buty sportowe męskie czarne”, zostawiasz je do indeksowania, ale porządkujesz. Stała kolejność parametrów, znacznik canonical wskazujący główny adres kategorii, konsekwentne oznaczanie linków filtrów. Audyt ustala, które kombinacje są po której stronie tej granicy.
Paginację list produktów
Długa kategoria dzieli się na strony. Druga, trzecia, dziesiąta. Ryzyko jest takie, że dalsze strony są cienkie i podobne do siebie, a produkty, które na nich siedzą, są słabo podlinkowane z reszty sklepu, więc Google rzadko do nich zagląda.
Praktyczne podejście to canonical każdej strony paginacji wskazujący na nią samą, nie na pierwszą stronę, i zadbanie, żeby ważne produkty z dalszych stron miały linki wewnętrzne również skądinąd.
Szybkość i indeksację
Sklepy są ciężkie. Dużo zdjęć, skrypty do koszyka, wtyczki, kody śledzące, czat, popupy. Na listach produktów wskaźniki szybkości ładowania zwykle wypadają słabo, bo przeglądarka ma do wczytania trzydzieści miniatur naraz.
Druga część to sprawdzenie, co realnie siedzi w indeksie. W Google Search Console masz raport pokazujący, które adresy Twojego sklepu Google zna i które pominął. Tu wychodzą śmieciowe adresy z filtrów, stare produkty pod zmienionymi URL, wersje do druku, koszyk. Do tego przegląd mapy strony XML, czy zawiera tylko właściwe adresy produktów i kategorii, a nie wszystko jak leci.
Dane strukturalne produktu
To jest kod w tle strony produktu, który mówi Google wprost, ile kosztuje, czy jest dostępny i jakie ma oceny. Dzięki temu w wynikach wyszukiwania przy Twoim produkcie może pojawić się cena i gwiazdki, a sam produkt może trafić do zakładek zakupowych Google nawet bez konta w Merchant Center.
Ważny warunek z dokumentacji Google o danych strukturalnych produktu. Ten kod musi być w stronie zwróconej przez serwer, nie dogenerowany JavaScriptem po załadowaniu. Część sklepów ma z tym problem i audyt to wyłapuje. Warianty tego samego produktu w różnych rozmiarach opisuje się osobną strukturą, żeby Google rozumiał, że to jedna rzecz w kilku odmianach, a nie pięć różnych produktów.
Linkowanie wewnętrzne
W sklepie moc powinna płynąć do kategorii, bo to one mają rankować, a z kategorii dalej do najważniejszych produktów. Częsty błąd to sytuacja, w której wszystkie linki z bloga, ze strony głównej i z opisów idą do pojedynczych produktów, a kategorie zostają osierocone i Google traktuje je jako mniej ważne, niż powinien.
Audyt techniczny a audyt treści i widoczności
Te dwie rzeczy często wrzuca się do jednego worka, a to są dwa różne przeglądy.
Audyt techniczny patrzy na to, czy Google może Twój sklep sprawnie odwiedzić i zrozumieć. Crawl, filtry, szybkość, indeksacja, dane strukturalne. Dużo tu pracy z narzędziem crawlującym.
Audyt treści i widoczności patrzy na to, gdzie realnie jesteś w Google i dlaczego. Na jakie frazy rankujesz, na których pozycjach, gdzie jest konkurencja, czy struktura kategorii pasuje do tego, jak ludzie szukają, czy opisy mają sens.
Sklep zwykle potrzebuje obu. Jeśli budżet jest ograniczony, zacząłbym od technicznego, bo nie ma sensu inwestować w treści, kiedy połowa sklepu i tak nie wchodzi do indeksu. Więcej o samym pojęciu audytu i o tym, jak czytać raport, napisałem w tekście czym jest audyt SEO.
Jak przygotować się do audytu sklepu
Zbierz listę dwudziestu, trzydziestu kategorii i produktów, które dają Ci największy zysk albo mają największy potencjał sprzedażowy. Audyt całego sklepu na pięć tysięcy produktów naraz jest mało praktyczny. Zaczyna się od tego, co realnie zarabia.
Przygotuj dostępy. Google Search Console, statystyki ruchu, panel sklepu. Bez Search Console audyt jest zgadywaniem, bo to jedyne miejsce, gdzie widać, co Google faktycznie z Twoim sklepem robi.
Spisz, na jakiej platformie stoi sklep i jakie ma wtyczki albo moduły SEO. Shoper, WooCommerce i PrestaShop rozwiązują sprawę filtrów i danych strukturalnych na różne sposoby i to zmienia listę zaleceń.
Kiedy zrobić audyt sklepu
Przed startem pozycjonowania, żeby nie płacić za promowanie sklepu, który ma zablokowaną połowę stron.
Po migracji na inną platformę albo po większej przebudowie, bo przy takiej zmianie prawie zawsze coś się psuje w adresach i przekierowaniach.
Kiedy sprzedaż z Google spada, a nie zmieniłeś nic oczywistego. Wtedy audyt szuka przyczyny.
Przy zmianie agencji albo wykonawcy, żeby wiedzieć, w jakim stanie przejmujesz sklep.
I cyklicznie, raz na jakiś czas, jako kontrola, bo w sklepie ciągle przybywają produkty, kategorie i wtyczki, a każda taka zmiana może coś zepsuć.
Kiedy audytu jeszcze nie warto robić
Jeśli sklep ruszył miesiąc temu, ma dwadzieścia produktów i zero ruchu, audyt nie jest pierwszą rzeczą. Nie ma jeszcze czego audytować. Na tym etapie więcej da uzupełnienie opisów, ustawienie wizytówki Google, sensowne kategorie i zbudowanie kilku podstron, które w ogóle dają się pozycjonować.
Audyt ma sens, kiedy jest materiał do sprawdzenia. Trochę produktów, trochę ruchu, historia w Search Console. Wcześniej wydajesz pieniądze na diagnozę stanu, który i tak zmieni się w najbliższych miesiącach.
Czy można zrobić audyt sklepu samemu
Część rzeczy tak. W Google Search Console sprawdzisz, ile stron jest w indeksie i czy nie ma tam śmieci. W PageSpeed Insights zmierzysz szybkość strony głównej, przykładowej kategorii i przykładowego produktu. Filtry przejrzysz ręcznie, klikając i patrząc, jak zmienia się adres w przeglądarce. Darmowa wersja narzędzia Screaming Frog przejdzie do pięciuset adresów, co przy małym sklepie może wystarczyć.
Trudniejsza część to interpretacja. Które z tych tysiąca adresów z filtrów faktycznie warto zostawić w indeksie, a które wyciąć. Co naprawić najpierw, a co może poczekać pół roku. Tego narzędzie za Ciebie nie rozstrzygnie.
Warto też pamiętać, że audyt to diagnoza, nie naprawa. Dostajesz listę rzeczy do zrobienia. Wdrożenie zmian w sklepie to osobna praca, którą robi Twój programista albo firma, która stawiała sklep.
FAQ
Czy muszę pisać własny opis do każdego produktu?
Nie do każdego. Do tych, które realnie sprzedają albo mają potencjał. Reszta może zostać na opisach producenta, dopóki nie przyjdzie jej kolej. Sensowna kolejność to najpierw opisy kategorii, potem najlepiej sprzedające się produkty.
Ile trwa audyt SEO sklepu?
Zależy od wielkości sklepu i zakresu. Mały sklep, sam audyt techniczny, to kilka dni roboczych. Duży sklep z pełnym audytem treści i widoczności to często dwa, trzy tygodnie.
Czy audyt naprawia błędy, czy tylko je wypisuje?
Wypisuje i priorytetyzuje. Naprawa to osobny etap. Dobry raport jest napisany tak, żebyś wiedział, co przekazać wykonawcy i w jakiej kolejności.
Kto wdraża zmiany z raportu?
Część rzeczy ustawisz sam w panelu sklepu, na przykład opisy czy meta tagi. Zmiany w kodzie, w obsłudze filtrów albo w danych strukturalnych zwykle robi programista albo firma, która prowadzi sklep technicznie.
Audyt sklepu a audyt zwykłej strony to ten sam koszt?
Zwykle nie. Audyt sklepu jest droższy, bo jest więcej do przejścia i dochodzą elementy, których strona usługowa nie ma. Wycena zależy od liczby produktów i tego, czy chcesz sam audyt techniczny, czy też treści i widoczności.
Na koniec
Jeśli masz sklep i nie wiesz, czy zacząć od audytu, czy najpierw od czegoś innego, napisz przez formularz kontaktowy. Zerknę na sklep, powiem wprost, co widać na pierwszy rzut oka i od czego zacząłbym w Twoim przypadku. Audyt sklepu wyceniam indywidualnie, bo za dużo zależy od platformy i liczby produktów, żeby podać jedną cenę z góry. Więcej o tym, jak pracuję przy audytach, znajdziesz na stronie audyty.

